Na targach w Kielcach zawsze pada to samo pytanie przy stoisku: „a skąd wiadomo, że to polski miód?". Odpowiadam wtedy uczciwie, że poza moim słowem i etykietą klient nie ma jak tego sprawdzić. Laboratorium powie, czy miód jest miodem. Nie powie, czy stał w ulu pod Wąchockiem, czy przyjechał w cysternie.
To ma się zmienić. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ogłosiła 4 września 2026 nabór pasiek do projektu Baza Polskich Miodów — referencyjnego zbioru próbek, z którego ma powstać coś w rodzaju odcisku palca polskiego miodu z konkretnych regionów. Udział jest dobrowolny i bezpłatny. Zgłoszenie to jeden e-mail na adres miody@ijhars.gov.pl.
Wysłałem swoje w dniu ogłoszenia. Poniżej to, co w komunikacie faktycznie jest, i to, czego w nim nie ma — a warto o tym wiedzieć, zanim klikniesz „wyślij".
💡 Najkrócej — sześć danych w mailu na miody@ijhars.gov.pl, zero kosztów, zero konsekwencji kontrolnych. Wyników własnej próbki nie zobaczysz. Domowe metody sprawdzania miodu tego nie zastąpią — dlaczego, pisałem w tekście o tym, jak rozpoznać prawdziwy miód.
Cel Inspekcja formułuje wprost: określenie parametrów charakterystycznych dla miodów pochodzących z różnych regionów Polski. Nie chodzi o kolejną kontrolę rynku. Chodzi o zbudowanie punktu odniesienia, którego dziś po prostu nie ma.
Problem jest realny i policzalny. Kontrole Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej pokazały, że niemal połowa badanych próbek miodu importowanego budziła podejrzenie zafałszowania — najczęściej dodatkiem syropów cukrowych. Laboratorium potrafi wykryć, że w słoiku jest syrop. Znacznie trudniej udowodnić, że miód opisany jako polski polskim nie jest, skoro nie ma go z czym porównać.
Baza ma tę lukę zasypać. Im więcej autentycznych próbek z konkretnych powiatów, tym pewniej da się później powiedzieć, że dany miód lipowy nie mógł powstać w Polsce.
Projekt obejmie miody odmianowe — lipę, akację, grykę i rzepak — oraz wielokwiatowy i spadziowy.
Zgłoszenie idzie mailem na miody@ijhars.gov.pl. Inspekcja prosi o sześć informacji:
Tyle. Żadnego formularza, żadnego wniosku przez ePUE, żadnych załączników.
Przy samym pobieraniu próbek pszczelarze będą dodatkowo pytani o warunki chowu, leczenie rodzin i przemieszczanie pasieki. To istotne — bez tych danych wynik analitycznie niewiele znaczy, bo profil miodu zależy również od tego, czy pasieka stała w miejscu, czy jeździła za pożytkiem.
Zakres jest szerszy niż standardowa ocena jakości handlowej. Inspekcja wymienia dwie warstwy.
Pierwsza to parametry z rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 3 października 2003 r. w sprawie szczegółowych wymagań w zakresie jakości handlowej miodu — czyli klasyka, którą zna każdy, kto kiedykolwiek oddawał miód do laboratorium: woda, HMF, liczba diastazowa, przewodność, cukry. Rozpisałem je szczegółowo w tekście o parametrach jakości miodu.
Druga warstwa to badania fizykochemiczne, biologiczne i biochemiczne przy użyciu — cytuję — najnowszych technik analitycznych. Komunikat nie precyzuje jakich. W praktyce w badaniach autentyczności miodu chodzi o analizę izotopów stabilnych, profil cukrowy i chemometrię; tego rodzaju analizy pojedynczy pszczelarz zamawia raz w życiu, jeśli w ogóle, bo kosztują wielokrotnie więcej niż podstawowy pakiet.
To najważniejsza część i powód, dla którego warto przeczytać ogłoszenie dwa razy.
Inspekcja pisze to wprost: wyniki przeprowadzonych badań nie będą przekazywane pszczelarzom. Jeżeli liczysz na darmową analizę własnego miodu — to nie jest ten program. Oddajesz próbkę do wspólnej puli i tyle.
W komunikacie nie podano daty zamknięcia naboru, liczby pasiek ani harmonogramu pobierania próbek. Nie wiadomo, czy zgłoszenie z września oznacza próbkę jeszcze w tym sezonie, czy dopiero w 2027.
Wiadomo, że próbki pobiera się u pszczelarza, ale kto przyjedzie, w jakiej ilości i w jakim opakowaniu — do ustalenia indywidualnie.
Zapisałem się mimo tego. Uważam jednak, że warto to wiedzieć zawczasu, żeby potem nie mieć pretensji o milczenie po drugiej stronie.
Pierwsza reakcja w każdym kole pszczelarskim brzmi tak samo: podaję inspekcji adres pasieki, a potem przyjadą na kontrolę.
Inspekcja tę obawę uprzedza. W komunikacie są dwa zapewnienia. Wyniki nie będą stanowiły podstawy do podjęcia urzędowych czynności kontrolnych — czyli słaba diastaza w próbce nie uruchomi postępowania ani kary. Dane pojedynczej pasieki mają pozostać anonimowe w publikowanych zestawieniach, a wynik regionalny będzie zbiorczy.
Udział jest w pełni dobrowolny i brak zgłoszenia nie rodzi żadnych konsekwencji.
Jak to oceniam? Jak deklarację, która brzmi wiarygodnie, bo cała konstrukcja projektu jest sprzeczna z kontrolą — pszczelarz, który boi się urzędu, nie odda próbki, a baza bez próbek jest bezwartościowa. Inspekcja ma tu interes w tym, żeby słowa dotrzymać. Jeżeli mimo to masz w pasiece coś, czego nie chcesz pokazywać, prostszą drogą jest się nie zgłaszać niż liczyć na anonimowość.
Rok 2026 jest dla rynku miodu przełomowy i Baza Polskich Miodów wpada w środek tej układanki.
Od 14 czerwca obowiązują nowe zasady znakowania pochodzenia — na etykiecie miodu mieszanego trzeba wymienić wszystkie kraje pochodzenia wraz z udziałem procentowym, malejąco. Koniec z formułą o mieszance miodów z krajów UE i spoza UE. Opisałem to w tekście o nowych przepisach dla miodu.
3 września weszło w życie wykreślenie Brazylii z listy krajów uprawnionych do eksportu części produktów pochodzenia zwierzęcego do Unii, co dotyczy również miodu — szerzej w tekście o zakazie importu miodu z Brazylii.
A wiosenna kontrola miodu przeprowadzona przez IJHARS pokazała nieprawidłowości u ponad 40% skontrolowanych podmiotów, w tym błędnie deklarowane odmiany.
Deklaracja kraju pochodzenia jest dziś obowiązkowa i sprawdzalna wyłącznie na papierze. Baza referencyjna jest narzędziem, które ma ten obowiązek uzbroić — bez niej etykieta pozostaje oświadczeniem woli.
Największą wartość ma zgłoszenie z pasieki stacjonarnej o dobrze udokumentowanym pożytku. Jeżeli twój miód lipowy pochodzi z jednego kompleksu leśnego i wiesz, co kwitło w promieniu trzech kilometrów, twoja próbka wnosi do bazy więcej niż miód z wędrówki przez trzy województwa.
Sensowne jest też zgłoszenie z powiatu, o którym nikt nie myśli. Baza regionalna będzie tak dobra, jak jej pokrycie mapy — a większość zgłoszeń popłynie z Lubelszczyzny i Małopolski, bo tam jest najwięcej pasiek. Miód ze świętokrzyskiego czy z Podlasia waży w takiej próbie więcej niż kolejny z zagłębia pszczelarskiego.
Wstrzymałbym się w jednym przypadku: jeżeli w tym sezonie miałeś w pasiece coś nietypowego — mocne podkarmianie tuż przed miodobraniem, ratowanie rodziny, wątpliwy wynik własnego badania — nie oddawaj tej partii. Nie dlatego, że grozi ci kontrola, tylko dlatego, że zaszumisz bazę, która ma opisywać normę.
📌 Z mojej pasieki — zgłoszenie zajęło mi trzy minuty, bo powiat i adres mam w zgłoszeniu do powiatowego lekarza weterynarii, a rodzaj miodu wybrałem ten, którym stoję co roku. Jeśli dopiero układasz sobie dokumentację pasieki, przerabiamy to na kursie online.
Wyślij e-mail na adres miody@ijhars.gov.pl i podaj sześć informacji: rodzaj miodu, powiat, adres pasieki lub miejsca pobrania próbki, imię i nazwisko osoby do kontaktu, numer telefonu oraz adres e-mail. Nie ma formularza ani wniosku elektronicznego. Zgłoszenie jest dobrowolne i bezpłatne.
Nie. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych deklaruje, że udział jest bezpłatny, a pszczelarze nie ponoszą kosztów przeprowadzanych badań. Projekt jest finansowany ze środków publicznych.
Nie. Komunikat mówi wprost, że wyniki przeprowadzonych badań nie będą przekazywane pszczelarzom. Próbka trafia do zbioru referencyjnego, a nie do indywidualnej oceny pasieki. Jeżeli potrzebujesz analizy własnego miodu na potrzeby sprzedaży, musisz ją zlecić odpłatnie w laboratorium.
Inspekcja deklaruje, że wyniki badań nie będą stanowiły podstawy do podjęcia urzędowych czynności kontrolnych ani kar administracyjnych. Dane pojedynczych pasiek mają pozostać anonimowe w publikowanych zestawieniach. Udział jest dobrowolny, a rezygnacja nie pociąga żadnych konsekwencji.
Miody odmianowe — lipowy, akacjowy, gryczany i rzepakowy — oraz miód wielokwiatowy i spadziowy. Zakres badań obejmuje parametry z rozporządzenia w sprawie jakości handlowej miodu z 3 października 2003 roku oraz analizy fizykochemiczne, biologiczne i biochemiczne wykonywane nowoczesnymi technikami analitycznymi.
Komunikat z 4 września 2026 nie podaje daty zamknięcia naboru ani limitu pasiek. Nie ogłoszono też harmonogramu pobierania próbek. Skoro terminu nie ma, zgłoszenie warto wysłać wcześniej niż później, bo kolejność zgłoszeń najpewniej wpłynie na to, kiedy ktoś przyjedzie po próbkę.
Żeby dało się udowodnić pochodzenie. Dzisiaj laboratorium wykryje dodatek syropu, ale nie odpowie, czy miód opisany jako polski rzeczywiście z Polski pochodzi, bo brakuje wzorca do porównania. Baza parametrów charakterystycznych dla poszczególnych regionów ma to umożliwić i wesprzeć egzekwowanie nowych zasad znakowania kraju pochodzenia.
Jeśli masz w pasiece choć jedną partię odmianową z pewnego pożytku, napisz ten mail. Trzy minuty, sześć danych, zero kosztów.
Pełny komunikat wraz z ulotką jest na stronie Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Warto go przeczytać samodzielnie, bo przy pobieraniu próbki i tak będziesz odpowiadał na pytania o leczenie i przemieszczanie rodzin.
A jeżeli zastanawiasz się, jak w ogóle opisywać swój miód zgodnie z przepisami, zacznij od tekstu o tym, jak nazwać miód.