Co roku, gdy pszczelarze otwierają ule wiosną, część z nich zamiast żywego kłębu zastaje martwą rodzinę. Ile pszczół ginie zimą w Polsce? Wg badania ankietowego SGGW (dr hab. Anna Gajda) w sezonie 2023/24 średnie straty wyniosły 10,4% — blisko „akceptowalnego" poziomu 10% wyznaczonego przez sieć COLOSS. To lepsza wiadomość niż kilka lat wcześniej, ale wciąż co dziesiąta rodzina nie dożywa wiosny.
Przyczyny są złożone, ale dobrze zbadane. Warroza, wirusy, błędy w odżywianiu i złe przygotowanie do zimy — każdy z tych czynników osobno rzadko zabija rodzinę. Razem tworzą śmiertelną pułapkę. W tym artykule omawiam dane SGGW z lat 2006–2024 oraz konkretne działania, które pozwalają zejść poniżej 10% strat rocznie.
Jeśli zaczynasz przygodę z pszczelarstwem, warto najpierw poznać podstawy hodowli pszczół, żeby zimowanie rozumieć w szerszym kontekście.
Badanie ankietowe SGGW realizowane jest metodą losowo-warstwową wśród polskich pszczelarzy od sezonu 2006/07. Poniższy wykres pokazuje 18 sezonów danych — od historycznego minimum 8,2% w sezonie 2013/14 po maksimum 21,8% w katastrofalnym sezonie 2016/17.

Dane z wykresu w liczbach: sezon 2006/07 — ok. 15%, 2012/13 — 19,4%, 2013/14 — 8,2% (minimum historyczne), 2016/17 — 21,8% (maksimum historyczne), 2022/23 — 8,3% (drugi najlepszy wynik), 2023/24 — 10,4%. Na wykresie zaznaczono poziom akceptowalny wynoszący 10% — próg referencyjny sieci COLOSS, poniżej którego straty uznawane są za normalne dla danego klimatu. W 8 z 18 sezonów Polska przekroczyła ten próg.
Pszczoły nie giną „z zimna". Kłąb zimowy, jeśli jest zdrowy i dobrze odżywiony, bez problemu przeżywa -20°C. Problem leży gdzie indziej: pszczoły wchodzą w zimę już osłabione. Osłabione przez pasożyty, wirusy, braki pokarmowe lub błędy pszczelarza popełnione miesiące wcześniej. Zima nie zabija — ona ujawnia problemy z jesieni i lata.
Główne przyczyny strat zimowych to: warroza i powiązane z nią wirusy, zbyt słabe rodziny jesienią, niedobór lub zła jakość pokarmu, choroby inne niż warroza, oraz błędy pszczelarza. Każdą z nich omawiam poniżej.
Varroa destructor to roztocz, który pasożytuje na pszczołach od dekad. Sam w sobie nie zabija — ale osłabia pszczoły i otwiera drogę dla wirusów, przede wszystkim DWV (Deformed Wing Virus) i wirusa ostrego paraliżu. Pszczoły wychowane pod presją warrozy mają skróconą żywotność, słabszy układ immunologiczny i mniejsze rezerwy tłuszczowe. Takie pszczoły nie przeżywają długiej zimy.
Problem nie leży w tym, że warroza jest obecna — jest obecna w praktycznie każdej pasiece. Problem leży w tym, kiedy i jak się z nią walczy.
Poziom warrozy powinien być monitorowany co najmniej dwa razy w sezonie: w maju-czerwcu oraz w lipcu przed leczeniem głównym. Metoda cukru pudru lub płukania alkoholem na próbce 100 pszczół daje wynik w 15 minut. Jeśli inwazja przekracza 3%, czas działać — nie czekać do jesieni. Więcej o monitoringu w artykule o przygotowaniu pasieki do zimy.
Główne leczenie warrozy powinno odbyć się w lipcu lub na początku sierpnia – czyli zanim rodzina zacznie wychowywać pokolenie pszczół zimowych. To kluczowy moment: to właśnie sierpniowe i wrześniowe pszczoły mają przetrwać zimę, więc muszą wykluć się ze zdrowego, niezarażonego czerwiu. Jeśli pszczelarz czeka z leczeniem do września, pszczoły zimowe rodzą się już pod presją warrozy i przenoszonych przez nią wirusów – i nawet najlepsze warunki zimowe tego nie naprawią.
W praktyce u siebie robię to tak: po ostatnim miodobraniu, najczęściej w pierwszej połowie lipca, wykonuję test mite wash i od razu zaczynam leczenie. Wybór preparatu zależy od warunków – kwas mrówkowy w paskach lub w żelu działa nawet przy obecności czerwia i nadaje się na letnie temperatury między 15 a 25°C, kwas szczawiowy w sublimacji działa najlepiej poza czerwiem. Sam czas podania ma znaczenie nie mniejsze niż wybór środka – im wcześniej, tym zdrowsze pokolenie zimowe.
Najwyższą skuteczność daje leczenie w stanie bezczerwiowym – czyli w momencie, gdy w gnieździe nie ma larw ani zasklepionego czerwiu. Wtedy wszystkie roztocze Varroa znajdują się na dorosłych pszczołach i nie mają się gdzie schować pod woskowym wieczkiem. Każdy preparat – kwas mrówkowy, kwas szczawiowy, inne zarejestrowane środki – osiąga wtedy skuteczność sięgającą 95–98%, podczas gdy przy obecności czerwia schodzi do 60–70%. Stan bezczerwiowy pojawia się naturalnie pod koniec listopada i w grudniu, gdy matka przestaje czerwić na zimę; można go też sprowokować latem przez czasowe uwięzienie matki w klateczce.
Dlatego grudniowa sublimacja kwasem szczawiowym jest dopełnieniem, nie substytutem leczenia letniego. Dawka 2,2 g kwasu szczawiowego na rodzinę w 1–2 zabiegach co 5 dni pozwala dobić pozostałe roztocze w momencie, gdy rodzina jest najbardziej bezbronna. Dwa uderzenia w różnych momentach cyklu – letnie, które chroni pokolenie zimowe, i zimowe w stanie bezczerwiowym, które zamyka sezon warrozy – to u mnie podstawa. Odkąd pracuję w tym schemacie, straty zimowe spadły wyraźnie, a rodziny ruszają wiosną szybciej.
Po każdym zabiegu warto sprawdzić, czy opad martwej warrozy faktycznie zmniejszył się do bezpiecznego poziomu. Brak kontroli to główny błąd — pszczelarz leczy, ale nie wie, czy leczenie zadziałało. Zgodność z zaleceniami weterynarii i stosowanie preparatów z rejestru PIWet jest obowiązkowa.
Rodzina wychodząca do zimy powinna obsiadać minimum 6–8 ramek Dadant lub Langstroth. Ale sama liczba pszczół nie wystarczy. Kluczowa jest jakość pszczół zimowych — tych urodzonych między sierpniem a połową września. To one tworzą kłąb i muszą przeżyć do marca-kwietnia.
Pszczoły zimowe różnią się fizjologicznie od letnich: mają więcej białka w ciele tłuszczowym, żyją 6–8 miesięcy zamiast 6 tygodni. Ale tylko wtedy, gdy wychowały się w zdrowiu — bez warrozy, z pełnym dostępem do pyłku. O tym, jak wygląda struktura zdrowej rodziny pszczelej, piszę osobno.
Rodzina zimująca w ulu Dadant potrzebuje 12–15 kg pokarmu. W Langstrothu głębokości pełnej — podobnie. Niedobór to pierwsza śmierć z głodu w lutym lub marcu, gdy kłąb rośnie, a zapasów już nie ma. Ale równie groźna jest zła jakość pokarmu: miód spadziowy o wysokiej zawartości mineralnej może powodować nosemozę i tzw. biegunkę zimową.
Jeśli podejrzewasz, że miód w gnieździe jest spadziowy, warto go zastąpić syropem lub cukrem kandyzowanym. Zasady właściwego podkarmiania pszczół przed zimą omawiam szczegółowo w oddzielnym artykule.
Poza warrozą, pszczoły zimą zagrażają nosema ceranae (grzyb pasożytniczy przewodu pokarmowego), zgnilec europejski i wirus czarnej mateczki. Nosema ceranae jest szczególnie groźna, bo przez długi czas nie daje wyraźnych objawów. Diagnoza wymaga badania laboratoryjnego. Instytut PIWet w Puławach oferuje analizę próbek pszczół w przystępnej cenie.
Dane SGGW wskazują, że wiele strat wynika z zaniedbań: spóźnione leczenie warrozy, karmienie zbyt późno (po 20 września), pozostawienie słabych rodzin bez połączenia z silnymi, brak wentylacji lub jej nadmiar, otwarte wylotki na gryzonie. To błędy proceduralne — da się ich uniknąć przy systematycznej pracy i prowadzeniu dzienniczka pasiecznego.
Raport SGGW za sezon 2023/24 przynosi kilka ważnych wniosków. Po pierwsze, rok 2022/23 z wynikiem 8,3% i rok 2023/24 z wynikiem 10,4% to dwa z czterech najlepszych sezonów w 18-letniej historii badania — co sugeruje, że polscy pszczelarze uczą się lepiej zarządzać warrozą. Po drugie, między regionami Polski wciąż są duże różnice — pasieki na południu i wschodzie notują wyższe straty niż na zachodzie. Po trzecie, pszczelarze hobbyści z mniej niż 50 rodzinami tracą przeciętnie więcej niż towarowi z dużymi pasiekami.
Sieć COLOSS, w ramach której SGGW realizuje swoje badania, monitoruje straty zimowe w kilkudziesięciu krajach. Wyniki dla Polski są corocznie prezentowane na konferencjach i dostępne na stronie SGGW. Poniżej krótki materiał wyjaśniający metodologię badań:
Wyniki za sezon 2023/24 komentował na profilach Polskiego Związku Pszczelarskiego zespół COLOSS PL — COLOSS.
Pszczelarze z najniższymi stratami mają wspólny mianownik: systematyczność. Nie wyjątkowe preparaty ani drogie sprzęty — po prostu wykonywanie właściwych czynności we właściwym czasie. Kilka kluczowych zasad: monitoruj warrozę w maju i w lipcu, lecz bezpośrednio po ostatnim miodobraniu, zakończ karmienie uzupełniające do 10 września, upewnij się że rodziny wchodzą do zimy z minimum 12 kg pokarmu i królową z bieżącego lub poprzedniego roku, sprawdź wylotki pod kątem gryzoni przed pierwszymi przymrozkami.
Chcesz wdrożyć te zasady pod okiem doświadczonego pszczelarza? Sprawdź nasz kurs pszczelarski stacjonarny — jesień to najlepszy moment, żeby nauczyć się zimowania od podstaw.
W ankietach SGGW wyłania się kilka błędów, które pszczelarze sami wskazują jako przyczyny strat. Leczenie warrozy po 15 września — za późno na skuteczne wychowanie pszczół zimowych. Karmienie po 20 września — pszczoły nie zdążają przerobić syropu i wchodzą do zimy z niezamkniętymi zapasami. Łączenie słabych rodzin zamiast je wzmacniać wcześniej — stres połączeniowy późną jesienią obniża przeżywalność. Brak kontroli po zabiegu warrozy — pszczelarz nie wie, czy inwazja faktycznie spadła. Nadmierne uszczelnianie ula — brak wentylacji prowadzi do kondensacji i zawilgocenia, które zabija kłąb szybciej niż mróz.
Nie w praktyce. Nawet najlepsi zawodowi pszczelarze notują 2–5% strat — choroby, wypadki, zbłąkane rojne, nieprzewidywalne wahania pogody. Zerowe straty są możliwe w małej pasiece przez jeden lub dwa sezony, ale nie jako trwały wynik systemu. Realny cel dla pszczelarza hobbysty z kilkudziesięcioma ulami to straty poniżej 10% rocznie — czyli poniżej progu akceptowalnego COLOSS. To osiągalne przy systematycznym monitoringu i dobrych praktykach.
Straty zimowe pszczół w Polsce oscylują między 8 a 22% w zależności od sezonu. Sezon 2023/24 z wynikiem 10,4% jest bliski granicy akceptowalności — to dobra wiadomość, ale wciąż co dziesiąta rodzina ginie. Główna przyczyna to warroza w połączeniu z wirusami, wzmocniona przez błędy w przygotowaniu rodzin do zimy. Klucz do niskich strat leży w lipcu, sierpniu i wrześniu — nie w grudniu. Pszczelarze, którzy to rozumieją i działają systematycznie, regularnie schodzą poniżej 10%.
Wg raportu SGGW (dr hab. Anna Gajda) za sezon 2023/24 średnie straty wyniosły 10,4%. To bliskie progu akceptowalnego 10% wyznaczonego przez sieć COLOSS. Historycznie najlepszy sezon to 2013/14 (8,2%), a najgorszy 2016/17 (21,8%). Badanie prowadzone jest metodą losowo-warstwową od sezonu 2006/07.
Warroza w połączeniu z wirusami — przede wszystkim DWV (Deformed Wing Virus) i wirusem ostrego paraliżu. Sam roztocz rzadko zabija; problem leży w tym, że osłabione warrozą pszczoły wychowują się z krótszą żywotnością i nie przeżywają długiej zimy. Spóźnione leczenie w sierpniu to najczęstszy błąd prowadzący do strat.
W lipcu, sierpniu i wrześniu — nie w grudniu. To wtedy rodzą się pszczoły zimowe, prowadzone jest leczenie warrozy i kończone karmienie. Pszczoła urodzona we wrześniu musi przeżyć do kwietnia; jeśli wychowała się pod presją warrozy lub w niedoborze pyłku, żywotność spada o 20–30%. Grudniowa sublimacja kwasem szczawiowym to tylko uzupełnienie.
Rzadko. Rodzina obsiadająca mniej niż 5 ramek jesienią ma mało pszczół do utrzymania ciepłoty kłębu i szybko wyczerpuje pokarm. Łączenie słabych rodzin przed zimą to skuteczniejsze rozwiązanie niż próba zimowania osobno. Wg danych SGGW, pszczelarze hobbyści z małymi pasiekami tracą zimą więcej niż ci z pasiekami towarowymi.
Minimum 12–15 kg dla rodziny w ulu Dadant lub pełnym Langstrothu. Niedobór objawia się głodem w lutym lub marcu, gdy kłąb rośnie, a zapasów brakuje. Równie ważna jest jakość: miód spadziowy o wysokiej zawartości mineralnej może powodować nosemozę i biegunkę zimową. Szczegóły w artykule o podkarmianiu pszczół.