W Polsce jest 96,6 tysiąca pszczelarzy, którzy opiekują się 2,4 miliona rodzin pszczelich. To najnowsze dane z raportu Instytutu Ogrodnictwa w Puławach, opisującego stan pszczelarstwa w 2025 roku. I po raz pierwszy od lat obie te liczby — zamiast rosnąć — spadły.
Rok wcześniej pszczelarzy było 99 tysięcy, a rodzin pszczelich 2,42 miliona. Spadek jest niewielki. Ale kierunek się odwrócił, a w branży, która od dekady przyzwyczaiła się do wzrostu, to robi różnicę.
Patrzę na te liczby okiem praktyka — sam prowadzę pasiekę pod Wąchockiem od 2016 roku. Za spadkiem o 2,4 tysiąca pszczelarzy stoją konkretne pasieki, które ktoś zwinął. I zwykle nie dlatego, że pszczoły zginęły. Dlatego, że przestało się to opłacać.
Przejrzałem cały raport — autorstwa dra Piotra Semkiwa z Zakładu Pszczelnictwa w Puławach — i wyciągnąłem z niego to, co naprawdę warto wiedzieć. Liczby, regiony, ceny oraz ten jeden problem, który ciąży nad wszystkim.
📊 Liczba, która tłumaczy resztę — miód importowany z Chin trafia do Polski w cenie około 4 zł za kilogram. Polski pszczelarz w skupie dostaje za miód wielokwiatowy 11,9 zł. Cały ten artykuł jest w gruncie rzeczy o tej różnicy.
Zacznijmy od twardych liczb. Instytut Ogrodnictwa oparł raport głównie na rejestrach Inspekcji Weterynaryjnej — stan na 31 października 2025 — uzupełnionych danymi resortu rolnictwa i ARiMR.
| Wskaźnik | Wartość (2025) |
|---|---|
| Liczba pszczelarzy | 96,6 tys. |
| Liczba rodzin pszczelich | 2,4 mln |
| Średnie napszczelenie | 7,7 pni/km² |
| Średnia wielkość pasieki | ok. 25 pni |
| Pasieki do 20 pni | 64% pszczelarzy |
| Pasieki towarowe (powyżej 80 pni) | 2,3% podmiotów |
| Import miodu (I–X 2025) | 22,4 tys. ton |
| Eksport miodu (I–X 2025) | 8,8 tys. ton |
Polskie pszczelarstwo to wciąż przede wszystkim drobne, rodzinne pasieki. Aż 64% pszczelarzy trzyma nie więcej niż 20 rodzin pszczelich. Średnia pasieka liczy około 25 pni, a na statystycznego pszczelarza przypada mniej więcej 27 rodzin.
Towarową produkcję miodu — tę nastawioną na sprzedaż, a nie na własne potrzeby i prezenty dla rodziny — prowadzi wąska grupa. Pasieki powyżej 80 pni, kwalifikowane jako działy specjalne produkcji rolnej, to zaledwie 2,3% podmiotów. A jednak skupiają ponad 360 tysięcy rodzin, czyli około 15% wszystkich pszczół w kraju. Same pasieki zawodowe — te powyżej 150 pni, a jest ich w Polsce raptem 720 — trzymają około 200 tysięcy rodzin.
To ważny obraz. Z jednej strony dziesiątki tysięcy hobbystów z kilkoma ulami w sadzie, z drugiej garstka dużych gospodarstw, które realnie zaopatrują rynek. Jeśli zastanawiasz się, gdzie w tym wszystkim jest pieniądz, rozłożyłem to w osobnym tekście o tym, ile można zarobić na pasiece.
Pszczoły w Polsce rozłożone są bardzo nierówno. Średnie napszczelenie kraju — czyli liczba rodzin pszczelich na kilometr kwadratowy — wynosi 7,7. Tyle że ta średnia niewiele mówi.
Na południu, w makroregionie obejmującym Małopolskę i okolice, napszczelenie sięga 12,5 pni na km². Na wschodzie — 9,3. A w makroregionie województwa mazowieckiego spada do 4,9, czyli ponad dwa i pół raza mniej niż na południu. Najwięcej rodzin pszczelich i najwięcej pszczelarzy ma makroregion wschodni — odpowiednio 24,1% i 21,9% krajowych zasobów.
Te różnice mają konsekwencje. Tam, gdzie pasiek jest gęsto, pszczoły mocniej konkurują o ten sam nektar, a o dobry pożytek bywa trudniej. To zresztą wątek, który wraca w dyskusji o tak zwanym przepszczeleniu — i o tym, czy w niektórych regionach uli nie jest już po prostu za dużo.
Raport wskazuje kilka przyczyn naraz i — co uczciwe — nie udaje, że odpowiedź jest prosta.
Pierwsza grupa powodów jest ekonomiczna: presja taniego importu, słabszy popyt na miód, niskie ceny w skupie hurtowym i rosnące koszty prowadzenia pasieki. Druga to przyroda — większe straty zimowe rodzin pszczelich oraz kiepski sezon 2025: chłodna, przeciągająca się wiosna, przymrozki, a potem upały i susza. Na południu kraju w ogóle nie obrodził pożytek spadziowy, który zwykle robi tam sporą część zbiorów.
Jest jeszcze trzecia rzecz, o której raport mówi wprost, a o której łatwo zapomnieć. Część spadku to nie znikające pasieki, tylko porządki w danych. Z rejestrów wyłączono drobne gospodarstwa poniżej 10 uli, których stanu nie aktualizowano od 2007 roku. Innymi słowy — fragment tego „spadku" to korekta statystyczna, a nie realna strata. Dobrze, że autor tego zastrzeżenia nie chowa.
Dorzucę obserwację z własnego koła pszczelarskiego. Najczęściej rezygnują nie ci, którym padły pszczoły, tylko ci, którzy policzyli sezon i zobaczyli, że słoik miodu sprzedany w hurcie nie pokrywa już kosztów cukru, ramek i pracy.
I tu dochodzimy do sedna. Polska jest importerem netto miodu — i to z dużą przewagą. W okresie styczeń–październik 2025 do kraju wjechało 22,4 tysiąca ton miodu, a wyjechało zaledwie 8,8 tysiąca ton. Sprowadzamy więc mniej więcej dwa i pół raza więcej, niż sprzedajemy za granicę.
Sam wolumen to jednak nie wszystko. Kluczowa jest cena i kierunek. Ponad połowa importowanego miodu — około 53% — pochodzi z Chin. Drugim źródłem jest Ukraina z udziałem około 25%.
A teraz ceny. Miód sprowadzany spoza Unii kosztuje średnio 1,4 euro za kilogram. Sam miód chiński — około 1 euro, czyli w przeliczeniu nieco ponad 4 złote. Dla porównania: polski pszczelarz za miód wielokwiatowy dostaje w skupie 11,9 zł. Nie da się konkurować ceną z surowcem trzykrotnie tańszym, kropka.
Ten tani miód nie znika. Trafia do zakładów konfekcjonujących — a działa ich w Polsce 108 — i ląduje na sklepowej półce, często w słoiku, który wcale nie krzyczy „import". Konsument widzi niską cenę i bierze. Polski pszczelarz zostaje z miodem, którego hurt nie chce kupić za rozsądne pieniądze.
Raport rozkłada ceny miodu na czynniki pierwsze — osobno skup, osobno detal — i wychodzi z tego ciekawy obraz (dane z grudnia 2025).
| Odmiana miodu | Skup | Detal | Marża |
|---|---|---|---|
| Wielokwiatowy, rzepakowy | 11,9 zł | 35,5 zł | 66% |
| Akacjowy, lipowy, gryczany | 19,6 zł | 44,5 zł | 56% |
| Spadziowy (spadź liściasta) | 19,1 zł | 52,8 zł | 64% |
| Spadziowy (spadź iglasta) | 29,5 zł | 64,2 zł | 54% |
| Wrzosowy | 45,0 zł | 91,2 zł | 51% |
Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy — przepaść między skupem a detalem. Miód wielokwiatowy pszczelarz oddaje po 11,9 zł, a w sklepie ten sam typ kosztuje średnio 35,5 zł. Różnica, czyli marża, wynosi tu około 66%. I nie trafia ona do pszczelarza. Zgarniają ją przetwórcy i handel.
Druga rzecz jest mniej oczywista. Im droższy, bardziej ekskluzywny miód, tym marża procentowo... niższa. Wrzosowy — najdroższy w zestawieniu, 91,2 zł w detalu — ma marżę około 51%. Tani miód wielokwiatowy generuje pośrednikom wyższy procentowy zarobek niż miód premium. Brzmi nielogicznie? Tak działa segmentacja rynku — na produkcie masowym zarabia się skalą.
Do tego dochodzą koszty po stronie pasieki. Utrzymanie jednej rodziny pszczelej kosztuje średnio 512 zł w pasiece amatorskiej i 577 zł w towarowej. Największa pozycja to praca — w pasiekach amatorskich pochłania niemal 55% wydatków. Jeśli chcesz policzyć własny słoik rzetelnie, mam na to osobny poradnik o tym, jak wycenić miód z pasieki. A po aktualne widełki za miód rzepakowy sięgnij do dedykowanego zestawienia.
Z raportu INHORT da się wyciągnąć kilka praktycznych wniosków — i to zarówno dla pszczelarzy, jak i dla kupujących miód.
Dla pszczelarza najważniejszy jest jeden. Walka na cenę w hurcie jest przegrana z góry — tani import jej nie odpuści. Wyjście prowadzi przez sprzedaż bezpośrednią, własną markę, lokalnego klienta i jasne pochodzenie produktu. Konsument, który wie, że kupuje miód z konkretnej pasieki, zapłaci uczciwą stawkę. Ale trzeba mu to pokazać. Pomaga w tym rzetelna etykieta — pisałem niedawno o tym, co wykazała kontrola miodu IJHARS i jak nie dać się na niej złapać.
Branża nie jest zostawiona całkiem sama. W 2025 roku działała pomoc de minimis — 50 zł do każdej przezimowanej rodziny pszczelej. Skorzystało z niej ponad 1,46 miliona rodzin, a łączna kwota wsparcia przekroczyła 73 miliony złotych. To realna kroplówka, choć kosztów całego sezonu nie pokrywa. Co jeszcze można dostać, zebrałem w przewodniku po dotacjach dla pszczelarzy.
Dla konsumenta wniosek jest prosty. Niska cena miodu na półce prawie zawsze oznacza import — najpewniej z Chin. Jeśli zależy Ci na polskim miodzie, kupuj u pszczelarza albo czytaj etykietę, bo kraj pochodzenia musi być na niej podany.
I jeszcze jedno, na pocieszenie. Mimo spadku Polska wciąż należy do ścisłej europejskiej czołówki — pod względem liczby rodzin pszczelich plasujemy się obok Hiszpanii, Rumunii i Grecji, a pod względem liczby pszczelarzy obok Niemiec i Włoch. Sektor jest duży i potrzebny. Pytanie nie brzmi, czy przetrwa, tylko na jakich warunkach.
Jeśli dopiero myślisz o własnych ulach albo chcesz poukładać pasiekę tak, żeby się spinała finansowo, zapraszam na kurs pszczelarski online — przerabiamy na nim także ekonomię pasieki, bez upiększania liczb.
W Polsce jest 96,6 tysiąca pszczelarzy — wynika z raportu Instytutu Ogrodnictwa w Puławach o stanie pszczelarstwa w 2025 roku. To o około 2,4 tysiąca mniej niż rok wcześniej, gdy zarejestrowanych było 99 tysięcy pszczelarzy. Po latach wzrostu liczba osób zajmujących się pszczelarstwem pierwszy raz wyraźnie spadła.
Łączna liczba rodzin pszczelich w Polsce wynosi 2,4 miliona. Rok wcześniej, w 2024, było ich 2,42 miliona, więc odnotowano niewielki spadek. Dane pochodzą z rejestrów Inspekcji Weterynaryjnej według stanu na 31 października 2025 roku i obejmują zarówno pasieki hobbystyczne, jak i towarowe.
W 2025 roku pierwszy raz od lat liczba pszczelarzy i rodzin pszczelich spadła — z 99 do 96,6 tysiąca pszczelarzy oraz z 2,42 do 2,40 miliona rodzin. To odwrócenie wieloletniego trendu wzrostowego. Przyczyny to presja taniego importu, niższe ceny skupu, wyższe koszty i większe straty zimowe. Część spadku wynika też z korekty rejestrów.
W okresie styczeń–październik 2025 Polska zaimportowała 22,4 tysiąca ton miodu, eksportując w tym czasie tylko 8,8 tysiąca ton. Polska jest więc importerem netto miodu — sprowadza około dwa i pół raza więcej, niż sprzedaje za granicę. W 2024 roku import sięgnął 26,6 tysiąca ton.
Ponad połowa miodu importowanego do Polski — około 53% — pochodzi z Chin. Drugim źródłem jest Ukraina z udziałem około 25%. Mniejsze ilości sprowadzane są z Litwy i Węgier. Miód spoza Unii Europejskiej kosztuje średnio 1,4 euro za kilogram, a sam miód chiński około 1 euro, czyli nieco ponad 4 złote.
Według danych Instytutu Ogrodnictwa z grudnia 2025 miód wielokwiatowy i rzepakowy pszczelarz sprzedaje w skupie średnio za 11,9 zł/kg. Miód akacjowy, lipowy i gryczany — 19,6 zł, spadziowy ze spadzi iglastej 29,5 zł, a najdroższy miód wrzosowy 45 zł/kg. Ceny detaliczne są zwykle dwu-, trzykrotnie wyższe.
Średnia pasieka w Polsce liczy około 25 rodzin pszczelich. Polskie pszczelarstwo zdominowane jest przez drobne gospodarstwa — 64% pszczelarzy ma nie więcej niż 20 pni. Pasieki towarowe powyżej 80 rodzin to tylko 2,3% podmiotów, a zawodowe powyżej 150 pni — zaledwie 720 gospodarstw w skali kraju.
Najwięcej rodzin pszczelich ma makroregion wschodni — 24,1% krajowych zasobów. Najwyższe napszczelenie, czyli zagęszczenie rodzin na kilometr kwadratowy, notuje makroregion południowy: 12,5 pni/km² wobec średniej krajowej 7,7. Najmniej pszczół trzyma makroregion województwa mazowieckiego — 4,9 pni/km².