I Ogólnopolska Konferencja Varroaresistenz Polska 2033 odbyła się 18-19 kwietnia 2026 roku w Warszawie, w Sali Odczytowej Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi przy Krakowskim Przedmieściu 66. Hasło wydarzenia było jasne i prowokujące: „Droga do pasiek wolnych od chemii — pszczoły odporne na Varroa do roku 2033". Organizatorem był Dolnośląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego we Wrocławiu, a patronat honorowy objął m.in. dr Peter Kozmus, prezydent Apimondii. Na sali zasiadło ponad czterdziestu pszczelarzy, naukowców i hodowców z Polski, Niemiec, Austrii, Luksemburga, Belgii i Słowenii.
Cel jest ambitny i — szczerze mówiąc — kontrowersyjny w polskim środowisku. Zamiast szukać kolejnego, „lepszego" preparatu na warrozę, ruch Varroaresistenz 2033 mówi: czas skończyć z chemią całkowicie i odbudować pszczoły, które same poradzą sobie z roztoczem. Dwa dni wykładów, dyskusji i pytań z sali pokazały, że to nie jest wishful thinking. Niektórzy uczestnicy konferencji już w swoich pasiekach przestali używać amitrazu, mają niskie straty zimowe, a ich pszczoły „radzą sobie same" przez kilka kolejnych sezonów. Spisałem swoje wrażenia i najważniejsze wnioski — zarówno z perspektywy praktyka prowadzącego pasiekę w Wąchocku, jak i ucznia, który chce w tym wszystkim uczciwie odróżnić nadzieję od marketingu.
Ruch Varroaresistenz 2033 wystartował w Niemczech kilka lat wcześniej jako oddolna inicjatywa pszczelarzy i naukowców. Założenie jest proste: skoro roztocze Varroa destructor żyje na pszczołach miodnych w Europie od ponad pięćdziesięciu lat, a my wciąż musimy je co roku traktować akarycydami, znaczy to, że dotychczasowa strategia poniosła klęskę. Cel sformułowano w dacie symbolicznej — rok 2033 oznacza jubileusz stulecia Stowarzyszenia Pszczelarzy w Antwerpii, a w praktyce daje pszczelarzom realny horyzont planistyczny.
Nazwa ruchu to gra słowna z niemieckim Resistenz (odporność) i datą docelową. W praktyce za hasłem stoi konkretny program: rozprzestrzenianie genetyki rodzin, które wykazują naturalne zachowania ograniczające populację warrozy w gnieździe. To nie jest mit i nie jest też koncepcja świeża — naukowcy obserwują takie pszczoły od lat 90., najsłynniejszym przykładem są populacje w Gotlandii, na wyspie Île d'Ouessant czy linie hodowlane Paula Jungelsa w Luksemburgu. Tym, czego brakowało, była skoordynowana akcja na poziomie wielu pasiek i krajów. Polska konferencja w 2026 roku wpisała nasz kraj na mapę tego ruchu.
Z polskiej strony za organizacją stanęło Stowarzyszenie Varroaresistenz 2033 oraz, jak wspomniałem, DODR z Wrocławia. Konferencję prowadzili Katarzyna Pietrzak-Kubiak i Mariusz Chachuła (jednocześnie tłumacząc wystąpienia z niemieckiego, francuskiego i angielskiego). Wszystkie wykłady są dostępne na kanale YouTube „VR2033Polska", co warto podkreślić — pszczelarze, którzy nie dotarli do Warszawy, mogą obejrzeć materiały bez ograniczeń.
Pierwsze, co rzuca się w oczy w hasle „pasieki wolne od chemii", to słowo chemia. W polskim pszczelarstwie używamy go dość swobodnie i zwykle wszystko wrzucamy do jednego worka — od kwasu mrówkowego, przez tymol, po amitraz. Ruch Varroaresistenz 2033 używa tego pojęcia w sensie węższym: chodzi o syntetyczne akarycydy, czyli substancje aktywnie zabijające roztocze, które dodatkowo kumulują się w wosku, zostawiają pozostałości w miodzie i — co najważniejsze — generują u Varroa szybko narastającą oporność.
Naturalne kwasy organiczne (mrówkowy, szczawiowy) i tymol w tej narracji są etapem przejściowym, nie celem. Na konferencji wybrzmiało jasno: celem nie jest „kolejny lepszy preparat", ale taka pszczoła, która utrzymuje populację roztoczy poniżej szkodliwego progu sama z siebie, bez ingerencji pszczelarza. Hasło „bez chemii" w roku 2033 oznacza więc pasiekę, w której pszczelarz nie podaje akarycydów ani kwasów rutynowo, a co najwyżej w awaryjnych sytuacjach. Brzmi utopijnie? Niemiecki dr Stefan Mandl pokazał liczby: 37% jego rodzin (z populacji 15 tysięcy uli) wchodzi w zimowlę bez żadnych zabiegów chemicznych i zimuje skutecznie. To nie jest fantazja, tylko statystyka.
Marie Förster, jedna z prelegentek konferencji, sformułowała ruch w prostym schemacie czterech filarów. Cytuję jej kolejność, bo dobrze oddaje logikę całego programu i pomaga uniknąć pomyłek interpretacyjnych. Każdy z filarów jest niezbędny, ale dopiero wszystkie cztery razem dają realny postęp.
Pierwszy filar to edukacja. Brzmi banalnie, ale na konferencji wybrzmiało, że największą barierą wcale nie jest biologia pszczoły, tylko głowa pszczelarza. Prof. Jerzy Demetraki-Paleolog pokazał to świetną metaforą — przywołał Thomasa Kuhna i jego koncepcję oporu wobec zmian paradygmatu, dorzucił obraz „psa siedzącego na gwoździu" (boli, ale niewystarczająco, żeby się ruszyć) i przypomniał: „Jutro jest to dzisiaj, o które nie martwiłeś się wczoraj". Pszczelarz przyzwyczajony do amitrazu, który zna dawkę, terminy i koszt, niechętnie wchodzi w eksperyment z izolacją matki.
Drugi filar to selekcja wstępna w każdej pasiece. Prof. Krzysztof Olszewski (UP Lublin) ujął to bezlitośnie: „Wszyscy hodowaliśmy Varroa, a tylko nieliczni hodowali pszczoły". Mechanizm jest prosty — przez dekady chemia ratowała rodziny, które bez niej by zginęły. Czyli te najsłabsze, najbardziej podatne. Ich matki produkowały trutnie, te zapładniały kolejne matki, i tak przez pół wieku. Selekcja wstępna oznacza, że w każdej pasiece eliminujemy genetykę najsłabszych rodzin, zamiast je ratować za wszelką cenę.
Trzeci filar to biotechnika, czyli przerwanie cyklu rozrodczego warrozy bez użycia substancji czynnej. Najczęściej omawianym narzędziem jest izolacja matki — zamknięcie matki w klateczce lub na ramce z kratą odgrodową na 15-25 dni, co odcina jej możliwość czerwienia. Po tej przerwie rodzina jest praktycznie wolna od czerwiu krytego, w którym warroza się rozmnaża. Wtedy ewentualny zabieg kwasem szczawiowym (sublimacja) trafia w 100% roztoczy, bo wszystkie siedzą na pszczołach, a nie w komórkach.
Czwarty filar to systematyczna hodowla matek od rodzin, które mają udowodnione wysokie zachowania higieniczne i niskie straty. To największy wysiłek organizacyjny — wymaga współpracy wielu pasiek, wymiany matek, otwartego dzielenia się danymi. Dr Stefan Mandl powiedział wprost: z jego 2000 rodzin testowych zostają w programie tylko 60 matek elitarnych. To 3% populacji, ale właśnie te 3% pociągnie resztę za sobą.
Dr Ralph Büchler, jedno z najgłośniejszych nazwisk europejskiej pszczołoznawczej nauki, otworzył pierwszy dzień diagnozą stanu obecnego. Niemcy monitorują straty zimowe w sposób systematyczny od lat 90., więc on operuje twardymi danymi. Trzy główne problemy, które wymienił, są zaskakująco proste do streszczenia. Po pierwsze, oporność roztoczy na akarycydy narasta szybciej niż branża wprowadza nowe preparaty. Po drugie, pozostałości substancji aktywnych (tau-fluwalinat, kumafos, amitraz) kumulują się w wosku — a wosk pracuje w ulu wiele lat. Po trzecie, najgroźniejsze nie są same roztocze, tylko wirusy, które one przenoszą, zwłaszcza wirus zdeformowanych skrzydeł (DWV typ B). Akarycydy redukują populację roztoczy, ale nie eliminują wirusów.
Pointą wystąpienia było zdanie, które zapamiętałem najbardziej: „Pszczoły potrafią się dostosować do różnych klimatów, jeśli pozwolimy im się dostosować". Büchler proponuje protokół biotechniczny oparty o przerywanie wychowu czerwiu na 2-3 tygodnie, w połączeniu z punktowym zabiegiem kwasem szczawiowym. Sam wykorzystuję podobną logikę przy przygotowywaniu rodzin do zimy — z tą różnicą, że robiłem to bez świadomości, że to fragment szerszego systemu.
Dwa polskie wystąpienia były dla mnie najważniejsze, bo pokazały, że nie jesteśmy w tym sami. Prof. Krzysztof Olszewski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie zdiagnozował polskie pszczelarstwo bez ogródek. Najczęstszą przyczyną strat zimowych w Polsce jest wciąż Varroa destructor, mimo że formalnie wszyscy stosują leczenie. Powód? Część pszczelarzy leczy z opóźnieniem, część używa preparatów już bezskutecznych przez oporność, część leczy idealnie, ale rozdaje pszczoły między pasiekami i reinwazja sprowadza warrozę z powrotem.
Prof. Aneta Strachecka pokazała biologiczną stronę problemu. Jej kluczowe zdanie: „Odporność zaczyna się w brzuchu". Dieta pszczoły, jakość pyłku, mikroflora jelitowa — to wszystko wpływa na zdolność rodziny do radzenia sobie z patogenami. Drugą rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie, było to: ślina roztocza Varroa zmienia ekspresję ponad tysiąca genów pszczelich. Czyli warroza nie jest tylko „pasożytem" w sensie „kradnie hemolimfę". Ona aktywnie reprogramuje fizjologię pszczoły. To zmienia naszą odpowiedzialność — leczenie objawowe (zabicie roztocza) nie cofa zmian genetycznych w organizmie pszczoły.
Trzy nazwiska, które najmocniej zapadły mi w pamięć po stronie praktycznej. Paul Jungels z Luksemburga hoduje matki od dziesięcioleci, całkowicie bez akarycydów. Jego metoda jest brutalnie prosta — wybiera matki tylko z rodzin o najwyższej odporności, używa testów Spivak (zamrażanie czerwiu ciekłym azotem do oceny zachowań higienicznych) zamiast tradycyjnych testów igłowych, i konsekwentnie eliminuje genetykę słabszych. Powiedział na sali coś, co warto powtórzyć: „Nie należy narzekać na rolników za chemię w polu, skoro sami pszczelarze nadużywali chemii w ulach". Twarde zdanie, ale uczciwe.
Dr Stefan Mandl z Austrii prowadzi pasiekę liczącą piętnaście tysięcy rodzin. To skala, której większość polskich pszczelarzy nie ogarnia wyobraźnią. Jego program selekcji obejmuje 2000 rodzin testowych, z których wybiera 60 matek elitarnych. Najważniejsza liczba: 37% jego rodzin wchodzi w zimę bez żadnego leczenia chemicznego. Nie 100%, nie 50% — ale 37%, i ten odsetek rośnie z roku na rok. To pokazuje, że proces jest możliwy w skali przemysłowej, a nie tylko w hobbystycznej pasiece w lesie.
Polski głos po stronie praktyków to Paweł Budzyński z pasieki „Nasza Pszczółka". To była dla mnie najbardziej inspirująca historia, bo dotyczyła pszczelarstwa towarowego, polskiego, w naszych warunkach klimatycznych. Budzyński wdrożył pełną izolację matek (letnią i jesienną), całkowicie zrezygnował z amitrazu, i osiągnął straty zimowe na poziomie 5%. Dodatkowo pokazał, że pszczoły po izolacji skutecznie wykorzystują pożytki późne, co przeczy obawom, że przerwa w czerwieniu rujnuje sezon miodowy.
Jeśli z całej konferencji miałbym wynieść jedną praktyczną technikę, byłaby to izolacja matki. Logika jest spójna: warroza rozmnaża się wyłącznie w czerwiu krytym, więc jeśli na 15-25 dni odetniemy pszczołom czerwienie, w gnieździe nie będzie krytego czerwiu, w którym roztocze mogłyby się dzielić. Po tym okresie wszystkie roztocze siedzą na dorosłych pszczołach, są dostępne dla zabiegu kontaktowego (np. kwasu szczawiowego sublimowanego), a skuteczność takiego pojedynczego zabiegu sięga 95-99%. Brzmi technicznie, ale w praktyce sprowadza się do prostej operacji.
Izolacja letnia to zamknięcie matki w klateczce kapturkowej lub na ramce odgrodowej w okolicach lipca-sierpnia, gdy pożytek główny dobiega końca, a rodziny są jeszcze silne. Pszczoły dalej zbierają nektar, ale nie inwestują w wychów nowego pokolenia. Po 21-25 dniach uwalniamy matkę, robimy zabieg kwasem szczawiowym, i rodzina rusza w pełnej zdrowotności w drugą połowę sezonu. Budzyński pokazał, że ten zabieg nie wycina pożytków późnych, jeśli wykonany w odpowiednim oknie czasowym.
Izolacja jesienna jest bliższa polskim realiom, bo wpisuje się w naturalne wygaszanie czerwienia. Zamknięcie matki we wrześniu, połączone z zabiegiem kwasem szczawiowym po wyjściu ostatniego czerwiu, daje rodzinie wejście w zimę z minimalną populacją warrozy. Eddy Nowicki z Antwerpii argumentował, że przerwa w czerwieniu powinna trwać ponad 15-20 dni — krócej niż 15 dni i część warrozy „przeczeka" na dorosłych pszczołach, dłużej niż 25 dni i ryzykujemy nadmierne osłabienie matki.
Nowicki przedstawił też izolator hybrydowy, który minimalizuje stres matki podczas izolacji. Klasyczna klateczka kapturkowa unieruchamia matkę na jednej ramce, co po 20 dniach potrafi zaszkodzić jej kondycji. Konstrukcja hybrydowa pozwala matce poruszać się po większej powierzchni odgrodzonej kratą, ale nie pozwala czerwić. To detale techniczne, ale akurat dla pszczelarzy towarowych mają znaczenie ekonomiczne — matka, która po izolacji „wraca do formy" w 5 dni, robi różnicę przy 200 ulach.
Trzy skróty, które padały na sali kilkadziesiąt razy. VSH (Varroa Sensitive Hygiene) to zachowanie higieniczne pszczół ukierunkowane na wykrywanie i usuwanie czerwiu zaatakowanego przez warrozę. Pszczoła „nosicielka" tej cechy odgryza wieczko komórki z porażonym czerwiem i wyrzuca larwę, co przerywa cykl rozrodczy roztocza. SMR (Suppressed Mite Reproduction) to z kolei cecha komórki czerwiu — niezdolność roztocza do skutecznej reprodukcji w danej komórce. Obie cechy są dziedziczne i można je selekcjonować w pasiece.
Metoda Spivak (od prof. Marli Spivak z USA) to test oceniający zachowania higieniczne. Polega na wycięciu fragmentu czerwiu krytego, zamrożeniu go ciekłym azotem (lub po prostu w zamrażarce na 24 godziny), wstawieniu martwego fragmentu z powrotem do ula i sprawdzeniu po 24 godzinach, ile martwego czerwiu pszczoły zdążyły usunąć. Powyżej 95% usuniętych komórek = rodzina silnie higieniczna. Ten test pokazuje, czy w pasiece mamy rodziny o cechach VSH, czy nie. Z punktu widzenia hodowcy to kluczowy filtr — selekcja na ślepo, bez testowania, jest mało efektywna.
Wracałem z Warszawy z mieszanymi odczuciami. Po pierwsze — entuzjazm, bo widziałem konkretne dowody, że pszczoły potrafią dawać sobie radę z warrozą bez chemii. Po drugie — pokora, bo nie mam jeszcze ani populacji selekcyjnej, ani sprzętu do izolacji, ani danych, na podstawie których mógłbym zacząć eliminować rodziny z mojej pasieki. Wprowadzanie ruchu Varroaresistenz 2033 do realnej polskiej pasieki to nie jest decyzja na jeden sezon. To kierunek na 5-10 lat.
U mnie w Wąchocku zaczynam od trzech rzeczy. Pierwsza — test Spivak na każdej rodzinie wiosną 2026, żeby wiedzieć, w której z moich rodzin są zachowania higieniczne. Druga — izolacja jesienna na wybranych rodzinach pilotażowo (3-4 ule), żeby zobaczyć w naszych warunkach, jak to wygląda od strony operacyjnej. Trzecia — prowadzenie dokładnej dokumentacji strat zimowych i powiązanie ich z genetyką matek. Bez danych nie ma selekcji.
Czego nie zrobię — nie zrezygnuję jeszcze z kwasu szczawiowego ani mrówkowego. Konferencja nie wymaga rezygnacji z kwasów organicznych w pierwszej fazie, a moje pszczoły nie są jeszcze gotowe na pełne odejście od jakiejkolwiek interwencji. Cel 2033 to cel, nie deadline na styczeń 2027. Z pszczołami w Wąchocku idziemy małymi krokami. Dla osób, które dopiero zaczynają i zastanawiają się, od czego ruszyć, polecam pillarowy materiał jak zostać pszczelarzem — bez tego fundamentu trudno wchodzić w zaawansowane tematy odporności. A jeśli chcesz zacząć selekcję u siebie i przy okazji ułożyć sobie cały sezon, zapraszam na kurs stacjonarny, gdzie pokazuję na żywo, jak prowadzić pasiekę zdrowo bez przesady z chemią.
Po konferencji rozmawiałem z kilkoma kolegami pszczelarzami i wracały te same wątpliwości. Pierwsza: „Izolacja matki na 25 dni zniszczy mi sezon". To największy mit. Budzyński, Mandl, Jungels — wszyscy pokazują, że izolacja w odpowiednim oknie (lipiec-sierpień lub wrzesień) nie wycina pożytków, a wręcz pomaga rodzinie wejść w zimę zdrowszej. Druga obawa: „Selekcja oznacza zabijanie rodzin". Nie zawsze. Selekcja może oznaczać przebudowanie matki, łączenie ze słabszą rodziną, wymianę linii. Praktycy z konferencji mówili wprost — pierwszym krokiem jest po prostu nie hodowanie z najsłabszych, nie eliminacja siłową ręką.
Trzecia obawa, najczęstsza: „Polskie pszczoły są inne, ten cały Varroaresistenz to dla zachodu". Tu odpowiedź daje sama konferencja. Polski głos był silny — Olszewski, Strachecka, Budzyński — i wszyscy pokazywali, że metody działają w polskim klimacie i polskich liniach. To nie jest import obcego problemu. To jest zaadaptowanie sprawdzonej metody do naszych warunków. Polski Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach od lat monitoruje warrozę i jej oporność, a to monitoring jest punktem wyjścia każdej selekcji.
Data 2033 ma trzy uzasadnienia. Pierwsze — jubileusz stulecia Stowarzyszenia Pszczelarzy w Antwerpii, którego prezesem jest Eddy Nowicki, jeden z liderów ruchu. Drugie — to realny horyzont biologiczny. Cykl pokoleniowy matek pszczelich to 1-3 lata, więc na realne efekty selekcji potrzeba minimum 5-7 generacji, czyli 7-10 lat pracy. Liczone od 2025 daje to lata 2032-2035. Trzecie uzasadnienie jest psychologiczne — data odległa wystarczająco, by nie generować presji „natychmiast wszystko zmień", ale bliska wystarczająco, by pszczelarze działający dziś (jak ja) mogli zobaczyć rezultaty. Cele odległe o 50 lat nikogo nie motywują.
Co istotne, ruch nie obiecuje, że w 2033 cała Europa będzie miała pszczoły bez warrozy. Obiecuje co innego — że w 2033 znacząca część populacji pszczół europejskich będzie samodzielnie utrzymywać warrozę poniżej progu szkodliwości, i że pszczelarze tej części populacji nie będą zmuszeni do rutynowego stosowania akarycydów. To realistyczna deklaracja, nie utopia. Niemiecki sektor jest na drodze do osiągnięcia tego celu, austriacki Mandl pokazuje jak to wygląda w skali, polskie pasieki Budzyńskiego dowodzą, że klimat środkowoeuropejski temu nie przeszkadza.
Konferencja zakończyła się apelem o szerszą współpracę polskich pszczelarzy z ruchem. W praktyce wygląda to na trzy poziomy zaangażowania. Pierwszy — pszczelarz prywatny robi w swojej pasiece test Spivak, prowadzi notatki strat zimowych, eliminuje genetykę najsłabszych rodzin. Bez członkostwa w organizacji, bez wkładu finansowego, tylko z własną dyscypliną. Drugi — pszczelarz włącza się do lokalnej grupy hodowlanej, dzieli się matkami, otwiera ul na inspekcję innych. To wymaga zaufania i wymiany danych. Trzeci — pasieka staje się pasieką testową, raportuje wyniki centralnie, dostarcza materiał do badań naukowych. Ten trzeci poziom dotyczy raczej hodowców profesjonalnych.
Materiały z konferencji są dostępne online — kanał YouTube „VR2033Polska" zawiera komplet wykładów. Informacje o programie i kontakcie znajdują się też u organizatora pod adresem dodr.pl, a kolejne edycje konferencji są w planach. Z polskiej strony naukowej współpracują m.in. SGGW oraz Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie. Jeśli interesuje Cię wątek monitoringu chorób pszczół z urzędu oraz formalności pasiecznych, polecam też ten artykuł, bo ruch Varroaresistenz wpisuje się szerzej w temat zdrowia rodzin.
Varroaresistenz 2033 to europejski ruch pszczelarski, który stawia sobie za cel wyhodowanie do roku 2033 populacji pszczół samodzielnie radzących sobie z warrozą, bez konieczności rutynowego stosowania akarycydów. Ruch wystartował w Niemczech i ma cztery filary: edukację, selekcję wstępną w każdej pasiece, metody biotechniczne (zwłaszcza izolację matek) oraz hodowlę matek od najodporniejszych rodzin. W Polsce reprezentowany jest przez Stowarzyszenie Varroaresistenz 2033.
Konferencja odbyła się 18-19 kwietnia 2026 roku w Sali Odczytowej Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi w Warszawie, przy ul. Krakowskie Przedmieście 66. Organizatorem był Dolnośląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego we Wrocławiu, a patronat honorowy objął m.in. dr Peter Kozmus (prezydent Apimondii). W wydarzeniu uczestniczyło ponad czterdziestu pszczelarzy, naukowców i hodowców z Polski, Niemiec, Austrii, Luksemburga, Belgii i Słowenii.
Izolacja matki nie zastępuje leczenia w 100%, ale w połączeniu z punktowym zabiegiem kwasem szczawiowym po przerwie w czerwieniu pozwala uzyskać 95-99% skuteczności bez stosowania syntetycznych akarycydów. Praktycy z konferencji (Paweł Budzyński, dr Stefan Mandl, Paul Jungels) pokazują, że metoda działa w skali pasiek towarowych, a u Mandla 37% rodzin wchodzi w zimę bez żadnych zabiegów chemicznych. Wymaga jednak pełnego cyklu: izolacja + zabieg + selekcja matek od najodporniejszych rodzin.
Test Spivak to metoda oceny zachowań higienicznych rodziny pszczelej, opracowana przez prof. Marlę Spivak z USA. Polega na wycięciu kawałka czerwiu krytego, zamrożeniu go (ciekłym azotem lub w domowej zamrażarce na 24 godziny), wstawieniu zamrożonego fragmentu z powrotem do ula i sprawdzeniu po 24 godzinach, jaki procent martwych komórek pszczoły zdążyły usunąć. Powyżej 95% oznacza rodzinę silnie higieniczną, kandydata do hodowli matek. Test jest prosty technicznie i każdy pszczelarz może go wykonać.
Nie. Ruch Varroaresistenz 2033 koncentruje się na rezygnacji z syntetycznych akarycydów (amitraz, tau-fluwalinat, kumafos), które kumulują się w wosku i generują oporność. Kwasy organiczne (mrówkowy, szczawiowy) oraz tymol są w obecnej fazie traktowane jako narzędzia przejściowe i wspierające — używane punktowo po przerwie w czerwieniu, nie rutynowo. Docelowo, po zbudowaniu populacji odpornej, ich rola ma maleć, ale nie zniknie z dnia na dzień.
Wszystkie wykłady I Ogólnopolskiej Konferencji Varroaresistenz Polska 2033 są dostępne bezpłatnie na kanale YouTube „VR2033Polska". Materiały obejmują wystąpienia dr. Ralpha Büchlera, prof. Krzysztofa Olszewskiego, prof. Anety Stracheckiej, Paula Jungelsa, dr. Stefana Mandla, Pawła Budzyńskiego i Eddy'ego Nowickiego oraz panel dyskusyjny. Informacje o kolejnych edycjach konferencji można znaleźć na stronie organizatora (dodr.pl).