Moje pierwsze miodobranie pamiętam do dziś — koniec maja, rzepak, pożyczona miodarka i kompletny brak pojęcia, czy miód w ogóle jest gotowy. Odwirowałem za wcześnie. Część plonu sfermentowała mi w słoikach do lipca. Lekcja była droga, ale prosta: miodobranie zaczyna się nie od miodarki, tylko od sprawdzenia, czy miód dojrzał.
Miodobranie to odbiór i odwirowanie dojrzałego miodu z plastrów. Pierwsze w sezonie wypada zwykle pod koniec maja albo na początku czerwca, po przekwitnięciu rzepaku. Cała procedura ma stałą kolejność: ocena dojrzałości, przewóz korpusów, odsklepianie, odwirowanie, cedzenie, klarowanie w odstojniku i rozlew. Rozłożę każdy etap, opierając się na poradniku „Pracownia do pozyskiwania miodu" Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego.
📌 Z mojej pasieki — nie patrz na kalendarz, patrz na plaster. Miód jest gotowy, gdy co najmniej dwie trzecie powierzchni plastra pszczoły zasklepiły woskiem. Zasklep to ich podpis: „odparowane, gotowe".
To najważniejsze pytanie całego miodobrania — i miejsce, w którym najłatwiej o kosztowny błąd.
Miód odbiera się dojrzały, czyli taki, z którego pszczoły odparowały nadmiar wody. Sygnałów jest kilka. Pierwszy i najprostszy: zasklep. Gdy co najmniej dwie trzecie powierzchni plastra jest pokryte woskowym wieczkiem, miód jest zwykle gotowy. Drugi, najpewniejszy: refraktometr — przyrząd mierzący zawartość wody. Według polskiej normy dojrzały miód ma jej najwyżej 20%. Trzeci, podręczny: gęsty, dojrzały miód przy przelewaniu układa się w charakterystyczny stożek.
Dlaczego to tak ważne? Miód niedojrzały, o zbyt wysokiej wilgotności, fermentuje — zamiast słoików z miodem masz słoiki z problemem. Lepiej poczekać tydzień dłużej, niż odebrać za wcześnie. Miodobranie robi się po zakończeniu pożytku towarowego, gdy główny wziątek już się skończył. Szerzej o ocenie i przechowywaniu miodu pisze portal Pasieka24.
Odebrane z uli korpusy z plastrami trzeba jak najszybciej przewieźć do pracowni. Powód jest praktyczny: lepkość miodu rośnie z czasem, a ciepłe plastry prosto z ula wirują się znacznie łatwiej niż wystudzone.
Sam transport jest prosty. Plastry w zasklepionych korpusach są dobrze chronione — korpus to przecież naturalne środowisko miodu. Wystarczy zamknąć korpusy od góry i od dołu powałkami, żeby nie doszło do rabunku przez inne pszczoły ani do zamoczenia deszczem, i unieruchomić je na czas jazdy. Spokojnie wystarczy bagażnik samochodu osobowego. Ule bezkorpusowe, na przykład leżaki, obsługuje się transportówkami.
W pracowni zaczyna się właściwa robota. Najpierw odsklepianie: woskowe wieczka zdejmuje się widelcem lub nożem do odsklepiania, najlepiej podgrzanym — ciepłe ostrze idzie przez wosk jak przez masło. Odsklepiny odkłada się osobno; po odsączeniu też zawierają miód.
Odsklepione plastry trafiają do miodarki — wirówki, która odśrodkowo wyrzuca miód z komórek. Tu jedna zasada: wstawiaj plastry ciepłe, na bieżąco. Jeśli zdążyły ostygnąć — bo miodarka jest mała, a plastrów dużo — można je dogrzać, ale nie powyżej 34°C. Wyższa temperatura niszczy enzymy i obniża jakość miodu. Przez cały czas pilnuj czystości: miód zanieczyszczony smarem z miodarki czy kurzem nie nadaje się do spożycia.
Świeżo odwirowany miód nie jest jeszcze gotowy do słoika — niesie ze sobą okruchy wosku i drobne zanieczyszczenia.
Najpierw cedzenie: miód przepuszcza się przez co najmniej dwa sita ze stali nierdzewnej — najpierw rzadsze, potem gęste. Potem trafia do odstojnika — wysokiego pojemnika, w którym stoi co najmniej dobę. Zachodzi w nim klarowanie: lekkie zanieczyszczenia wypływają na wierzch i zbiera się je szpatułką, cięższe osady opadają na dno. Czysty miód spuszcza się ze środkowej warstwy, zaworem osadzonym 3–5 cm nad dnem. Ważna jest temperatura pomieszczenia — poniżej 23°C miód jest zbyt lepki i klarowanie ciągnie się w nieskończoność. Pilnuj też wilgotności powietrza: przy wilgotnym powietrzu wierzchnia warstwa miodu może zacząć fermentować.
Sklarowany miód poddaje się rozlewowi. Standardem są szklane słoiki z nakrętką typu twist-off — szkło nie wpływa na miód, jest bezpieczne i estetyczne.
Dwie zasady. Po pierwsze, używaj nowych słoików, a nakrętki zawsze nowe — stare chłoną zapachy i nie gwarantują szczelności. Po drugie, każdy słoik, nawet prosto z opakowania, przed rozlewem obejrzyj: czy nie ma wyszczerbień, pęknięć, zabrudzeń. Wątpliwe odrzuć albo umyj i dokładnie wypłucz, żeby nie został detergent. Gotowy słoik trzeba jeszcze prawidłowo oznakować — ale to już osobny temat.
Po latach widzę, że nowicjusze potykają się o te same rzeczy. Odbiór miodu niedojrzałego — i fermentacja w słoikach, dokładnie jak u mnie pierwszego roku. Przegrzanie miodu powyżej 34°C „dla przyspieszenia" — i martwe enzymy. Wirowanie wystudzonych plastrów — wolne, męczące, niepełne. Brudny sprzęt — smar, kurz, resztki z poprzedniego sezonu. I pośpiech przy rozlewie, zanim miód się sklarował. Każdego z tych błędów da się uniknąć jedną zasadą: nie spiesz się i sprawdzaj.
Pierwsze miodobranie w sezonie wypada zwykle pod koniec maja lub na początku czerwca, po przekwitnięciu rzepaku i zakończeniu głównego pożytku towarowego. Dokładny termin zależy jednak nie od kalendarza, lecz od dojrzałości miodu — odbiera się go dopiero, gdy pszczoły zasklepiły plastry.
Najprostszy sygnał to zasklep: gdy co najmniej dwie trzecie powierzchni plastra pokrywa woskowe wieczko, miód jest zwykle gotowy. Najpewniejsza metoda to refraktometr, który mierzy zawartość wody — dojrzały miód ma jej najwyżej 20%. Podręczny test: gęsty miód przy przelewaniu układa się w stożek.
Miodu nie wolno podgrzewać powyżej 34°C. Wyższa temperatura niszczy naturalne enzymy i obniża jakość produktu. Dogrzewanie stosuje się tylko wtedy, gdy plastry zdążyły ostygnąć i trudno je odwirować — i nawet wtedy trzyma się poniżej tej granicy.
W odstojniku — wysokim pojemniku, w którym miód stoi co najmniej dobę — zachodzi klarowanie. Lekkie zanieczyszczenia i okruchy wosku wypływają na powierzchnię, cięższe osady opadają na dno. Czysty miód spuszcza się ze środkowej warstwy zaworem umieszczonym 3–5 cm nad dnem.
Miód fermentuje, gdy ma zbyt dużo wody — najczęściej dlatego, że odebrano go niedojrzałego, przed zasklepieniem plastrów. Drożdże obecne w miodzie zaczynają wtedy pracować. Dlatego dojrzały miód ma najwyżej 20% wody, a niedojrzały lepiej zostawić pszczołom jeszcze na tydzień.
Tak, najlepiej wirować plastry ciepłe, prosto z ula. Ciepły miód jest mniej lepki i znacznie łatwiej wyrzuca się go z komórek. Wystudzone plastry wirują się wolno i niedokładnie; jeśli ostygły, można je dogrzać — ale nie powyżej 34°C.
Standardem są szklane słoiki z nakrętką typu twist-off. Szkło jest bezpieczne, nie wpływa na miód i dobrze wygląda. Słoiki powinny być nowe lub dokładnie umyte, a nakrętki zawsze nowe — stare chłoną zapachy i nie gwarantują szczelnego zamknięcia.
Miodobranie to ciąg prostych czynności w stałej kolejności: ocena dojrzałości, przewóz korpusów, odsklepianie, odwirowanie, cedzenie, klarowanie i rozlew. Cała sztuka sprowadza się do dwóch rzeczy — odbierać tylko miód dojrzały i nie przegrzewać go powyżej 34°C. Resztę robi spokój i czysty sprzęt.
Jak nie spóźnić się z odbiorem miodu rzepakowego, rozpisałem w tekście o pożytku rzepakowym, a miodobranie w rytmie całego sezonu — w przewodniku prac w pasiece w maju. Podstawy prowadzenia pasieki od zera zebrałem w przewodniku jak zostać pszczelarzem, a pełne miodobranie ćwiczymy z rękami przy miodarce na kursie stacjonarnym.